Kim Ki-duk
Pieta

Kim KI-diuk to niewątpliwie filmowe, niewysychające źródło. Człowiek, który kiedy nie kręci, to myśli o kręceniu. Istotne dla całej telenoweli pod tytułem jednego z najoryginalniejszych języków kina, co najmniej dekady- z wiekiem strzały reżysera nie zaczynają chybić. Niezacinająca się broń zza kamerą znowu wystrzeliła- tym razem Pieta ! (polska premiera miała miejsce na tegorocznym festiwalu filmowym Wiosna Filmów)
      Bohater Piety Kang-Do to człowiek wyrachowany i bezwzględny. Z takimi cechami charakteru zawód ściągającego długi od ubogich robotników (uprzedzam, to nie jest azjatycka wersja Długu) wydaje się być jego marzeniem. Z czasem jednak zbroja bezduszności bohatera zaczyna rdzewieć, a eskalacją problemu stanie się niespodziewany gość.
       Naturalistyczny, realistyczny, nie można tego już dwudziestemu filmowi reżysera odmówić- to określenia, które robią wrażenie na każdym filmowcu, ale w przypadku Kim Diuka musimy się wysilić na coś ambitniejszego. On się wysila nieustannie przed kamerą.
       Myślałam, że definicja nihilizmu i egzystencjalizmu ma swoją kropkę i znaki przystankowe, a jednak Kim daje mi nowe, głębokie doświadczenia, które wykraczają po za jakiekolwiek ramy reakcji filmowych. Nie mamy do czynienia z formą tak galopującą, że gubiącą po drodze bagaż przekazu.           Konsekwentnie, nie mogąc wyprzeć ze świadomości zarejestrowanych innych produkcji twórcy, kolaborujemy z filozofią i teologią chrześcijańską. Kwestie dwojakiego odkupienia, odrodzenia, czy nawrócenia- rymują tę historię. Z kolejnymi minutami projekcji dowiadujemy się, że te wycieczki filozoficzne są bez żadnej subtelności i zawahania po prostu obalane
       Nie jest to antydepresant, a prodepresant filmowy- uprzedzam. Ponieważ słowa uprzedzam reżyser w słowniku nie posiada, także mi przyszła rola go zastosowania. Emocjonalne zaangażowanie w opowiadaną historię jest nieuniknione, a konsekwencje dla widza spowodowane zbliżeniem się do bohaterów, są ogromne.
       Kolejnym słowem, które Kima najmniej pociąga i uważa za produkt z defektem- to jakakolwiek nadzieja. Nawet jeżeli już się pojawi, to tylko dla kontrastu, by kolejny moralny upadek był z wyższej wysokości i krzyk rozczarowania posiadał większą ilość decybeli (przejmujące i obezwładniające są te obecne w filmie krzyki, z powodu przerywanej, wręcz dzwoniącej ciszy i bezsilności tych wrzasków. Są jedynym środkiem działania jaki pozostał bohaterom).
        Kim wybebesza i prześwietla zło w najbardziej przerażającej, bo namacalnej postaci. Nie jest to abstrakcyjne zło z bronią jądrową, bądź pikselowym wojskiem, które sprawia, że miejsce w fotelu dalej jest niezmiennie wygodne. Jest to zło uwzględnione w materiale genetycznym człowieka- pierwszy smoczek duszy. To człowiek jest nosicielem tego zła, które ma charakter bomby zapłonowej… a zapalnik trafił w ręce bardziej od nas niepoczytalnego szaleńca.
         Reżyser odrywa bezlitośnie plaster zakrywający ranę ludzkiego zepsucia, nie pozostawiając złudzeń- to się nie zagoi, a jedyne co nas czeka, to moment aż się wda zakażenie. Nie bawi się w półśrodki, jest bezpośredni, symboliczny i celny. Przekaz jest prosty, nie prostacki, nachalny, ale nie wyzuty z gry wstępnej z widzem.
         Nie można zrobić pustostanu z jego kadrów, to wiele filozofii, a nawet religii zaklętej w obrazki. Tragizm sapie nam nieustannie na kark przez całą produkcję, mając za życiowego partnera niepewność. Kim Jest agresywny i nieprzewidywalny w swojej narracji, niemalże jak główny bohater jego historii w swoim życiu.
         Muszę stać się obrońcą z urzędu reżysera i odeprzeć pewne ataki. Wszechobecny w historii (wręcz histerii- charakterystyczny dla kina azjatyckiego !) ból fizyczny przekładający się na egzystencjalny, emanowanie bezsensownym cierpieniem jest bardzo sensowne, bardziej niż by mogło się z pozoru wydawać. Wydłużonymi do granic możliwości scenami, gdzie człowieczeństwo dostaje zwolnienie, a człowiek przyzwyczaja się do uderzeń w twarz, dąży do dokarmienia już i tak sytego w prawdę tragizmu ludzkiego istnienia.
         Twórca obiera jednoznaczne stanowisko w komentarzu stosowania przemocy wszelakiej. Reżyser demaskuje mit agresji jako sposobu wprowadzenia jakiegokolwiek porządku, czy zdobycia długotrwałych korzyści. Spirala zła się nakręca, przekraczając prędkość, a krwotok agresji, który miał być zatamowany, wymyka się z poza kontroli głównego inicjatora (sugestia do krajów koreańskich, śmiem napisać) Brak sprawiedliwości nie będzie w stanie nigdy tej sprawiedliwości wprowadzić (motyw pożyczenia pieniędzy i ich odbierania, pozornie wszystko na swoim miejscu)
          Ból jest tutaj odmieniany przez wszystkie przypadki. Kim również ma w intencji zwrócenie uwagi androgeniczności i płynności zjawiska cierpienia. Jak na początku zadawanie bólu jest sposobem na skuteczny unik przed nim, tak w kolejnej chwili obraca się przeciwko właścicielowi. Próba panowania nad czymkolwiek i dążenie do porządku jest zaczynem do jego obalenia i rozpadu. Szczególnie uderza to w namiastce normalnej relacji (jak na dysfunkcje bohatera i świata przedstawionego) z hipotetyczną matką.
          Piękno brzydoty ludzkiej egzystencji. Tak, nasze organy trafiają pod dopiero co naostrzone sprzęty siekające. Co w Kimie urzeka... surowo, ale urzeka ? Że dokonuje tej emocjonalnej masakry nie w prowizorycznej rzeźni bez książeczki sanepidu. Dostajemy te całe emocjonalne mięso sakralizowane, kaszanka wnętrza na ołtarzu. Interesującym też jest, wręcz fanatyczne zainteresowanie reżysera nie tym co w człowieku najlepsze, ale tym co w człowieku najgorsze. Według Kima zło ma niewyczerpany potencjał. Paradoksalnie miotający z OPAMIĘTANIEM bólem, cierpieniem i agresją reżyser jest bezsprzecznie głównym oponentem jakiejkolwiek próby stosowanie tych metod i form.
         I nie tylko Anna Lois Paddock, ze swoim pięknym utworem Sung zostawia nas z przyjemnym uczuciem nieprzyjemnego doznania.                                 Fetysz zła Kim Ki Diuka udziela się bohaterowi i widzowi, w obu przypadkach nie jest czynnością czystą samą w sobie, a reakcją często obronną na ataki rzeczywistości.
        Emocjonalno-egzystencjalny masochista z Korei Południowej zaprasza !

średnia ocena:
oceń utwór:
Dodaj artykuł do:
(dodano 14.05.2013 autor: beniovska)
Dział film
Tagi: Pieta, Km Ki-duk, Wiosna Filmów,
KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz musisz się zalogować
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Evanescence
2
Tarja
3
Maisie Peters
4
Blindead23
5
Crown Lands
6
Black Label Society
7
At the Gates
8
Arlo Parks
9
Bryan Ferry
10
Archive
1
Travis Knight
2
Karsten Kiilerich
3
Gang Zhang
4
Ben Gregor
5
Sarah Miro Fischer
6
Rafał Reyman Głombiowski
7
Sang-il Lee
8
Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne
9
David Merriman, Jim Sheridan
10
Dariusz Walusiak
1
Alina Adamowicz, Karolina Nowakowska
2
Nicholas Sparks
3
Drew Harvell
4
Isabelle Morley
5
Małgorzata Oliwia Sobczak
6
Nicholas Sparks
7
Weronika Wierzchowska
8
Emilia Sułek
9
Justyna Jelińska
10
Jonathan Maberry
1
Norbert Bajan
2
Jacek Mikołajczyk
3
Natalia Korczakowska
4
Ewa Platt
5
Krzysztof Pastor
6
Krzysztof Garbaczewski
7
Richard Chappell
8
Paweł Miśkiewicz
9
Alina Moś
10
Ewa Platt
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia