Fragment książki "Milan Kundera: Pisać, cóż za dziwny pomysł!"

2021. W ARCHIWACH STB (STÁTNÍ BEZPEČNOST)

Wczesnym rankiem most Karola jest opustoszały, z wyjątkiem biegacza w czerni, który wydaje się poruszać w zwolnionym tempie. W głębi duszy dziękuję koronawirusowi za to, że uwolnił miasto od zwykłego zalewu turystów, dzięki czemu mogę sobie wyobrazić je takim, jakie było w latach siedemdziesiątych, zwodniczo puste, ze szpiclami czającymi się za każdym rogiem. A w tle, jak w powieści Grahama Greene’a, echo moich kroków rozbrzmiewa na błyszczącym bruku.

Mój cel wyznaczony na ten dzień: na końcu mostu idź wzdłuż Wełtawy, a następnie skręć w lewo w ulicę Na Struze, gdzie znajdziesz Ústav pro studium totalitnich režimů, repozytorium archiwów reżimu komunistycznego, teraz otwarte dla wszystkich.

Jestem umówiona z młodym historykiem i archiwistą, Jaroslavem Vaňousem, którego poprosiłam o przejrzenie akt StB, tajnej policji – czeskiego „oddziału” KGB. Interesuje mnie pierwsza połowa lat siedemdziesiątych. Okres, w którym Kundera był bardziej niż kiedykolwiek na celowniku władz.

Budynek zachował pierwotny wygląd, jest brudny, ponury i obskurny. O tym, że czasy się zmieniły, świadczy jedynie dozorca przy wejściu, który ma na sobie T-shirt z nadrukiem „Sex, Drugs & Rock & Roll”. W czytelni czekają na mnie Vaňous i cały stos akt. Pożółkłe tekturowe teczki wypełnione są mnóstwem cieniutkich kartek zapisanych na maszynie. „Wszystko, co dotyczy Elitar-1, jest tutaj”, mówi.

Elitar-1 to Milan Kundera. „Każdej inwigilowanej osobie nadawano zakodowany kryptonim, powiązany z jej cechami fizycznymi, miejscem zamieszkania i wykonywanym zawodem. Czasami logika kryjąca się za pseudonimem jest niejasna”, zauważa Vaňous. Na przykład Václav Havel był „Tomisem”, co nie ma jakiegoś szczególnego odniesienia. Z drugiej strony „Elitar” oznacza zarówno elitarny, jak i powiązany z elitą. Być może z zagranicznymi elitami. Reżim postrzegał Kunderę jako nietypową jednostkę, wysoce inteligentną, ale również niepodporządkowaną, nonkonformistyczną, otwarcie krytykującą system. Wymykał się kontroli, był zatem niebezpieczny.

W 1974 roku nakazano, aby Elitar-1 został poddany dokładniejszej inwigilacji. StB nie próżnowało: obserwowano go, podsłuchiwano, śledzono, odnotowywano jego przyjścia i wyjścia, spisywano jego spotkania, krótko mówiąc, rejestrowano każdy jego ruch, w tym te, które wydają się najbardziej nieistotne.

Za przykład niech posłuży dokument z 1 czerwca 1974 roku:

9:50: Elitar-1 opuszcza swój dom. Ma odkrytą głowę, ciemny garnitur i czarne buty. Towarzyszy mu żona. Przez chwilę czekają przed domem.

10:05: Samochód o numerze rejestracyjnym ABJ 67 97 przyjeżdża przed dom Elitar-1. Kierowcą jest Galuška [minister kultury], któremu towarzyszy nieznana osoba. Obiekt i jego żona wsiadają do samochodu, który odjeżdża w kierunku ulicy Ricna, gdzie się zatrzymuje. Po wyjściu z samochodu wszyscy przechodzą przez park obok Młynów Sowy.

10.25: Wchodzą do domu Jana Wericha.

12:00: Polecenie obserwacji zostaje przekazane zespołowi wsparcia.

12.45: Elitar-1 nadal jest w towarzystwie żony, Galuški i Jirki; opuszcza dom Wericha. Wspólnie udają się na ulicę Ricna, gdzie żegnają się z Galušką. Galuška odjeżdża własnym samochodem. Elitar-1, jego żona i Jirka przechodzą przez most 1 Maja i wchodzą do gospody Klášterní przy alei Narodowej. Natychmiast wychodzą z niej (wszystkie miejsca zajęte) i wchodzą do innej kawiarni dokładnie naprzeciwko, Viola. Ponieważ tam również jest pełno, wszyscy wracają do domu Elitar-1.

13:30 Przybycie do domu Elitar-1. Koniec obserwacji.

Jaroslav Vaňous przerzuca strony, na wpół zamyślony, na wpół ironiczny. „Oto co tu znajdujemy. Tego rodzaju dokumenty. Godziny skrupulatnej obserwacji. Zauważyła pani na pewno, skoro zajmuje się pani krytyką literacką, jak bardzo precyzyjny jest styl tego raportu”.

Owszem. Ale taki raport jest pełen absurdalnych szczegółów, jakby wszystko mogło mieć jakiś sens, co graniczyło z paranoją… Na przykład zdanie: „Przejechał lewą ręką po łysej głowie” albo: „Zamówiła piwo Pilsen i sto gramów sałatki jarzynowej”… Nagromadzenie tego rodzaju szczegółów nadaje tym tekstom charakter burleski. Podsumowując, rezultatem jest raczej śmieszne „święto nieistotności”.

Ale Vaňous nie posuwa się aż tak daleko. „Tak na marginesie – zauważa – te szczegóły są również znakomitym źródłem informacji o codziennym życiu pod rządami dyktatury. Na przykład fakt, że kawiarnie, których było bardzo niewiele, w komunistycznej Czechosłowacji zawsze były pełne ludzi. I to niezależnie od pory dnia”.

Dlaczego tak się działo? Lenistwo? Bezczynność? Pytam go wzrokiem. Ale on nie mówi nic więcej.
(…)

2021. POWRÓT DO STB

„A teraz proszę pozwolić, że to dla pani rozszyfruję – mówi Vaňous, wracając do zdjęć. – Jan Werich był aktorem i dramaturgiem. Intelektualista i jedno z wielkich nazwisk czeskiej dysydencji. Miroslav Galuška to nikt inny jak były minister kultury, który pełnił tę funkcję w momencie, gdy rozpoczęła się Praska Wiosna. Jeśli zaś chodzi o trzecią osobę, Jirkę, która została zidentyfikowana dopiero podczas trwającej już obserwacji, jest to niejaki George Gibian, amerykański wykładowca literatury rosyjskiej. Krótko mówiąc, Milan Kundera – który jak wszędzie wyraźnie podkreślano, był bez pracovniho pomeru, czyli bezrobotny, co w komunistycznej Czechosłowacji uznawano za przestępstwo – utrzymywał kontakty z obywatelami amerykańskimi i angażował się w działania wrogie interesom Republiki. Poskodit zajmy republiky v cizine, nepratelska činnost, co w zasadzie oznacza: niezgodnie z obowiązującą linią polityczną”.

Vaňous mówi dalej: „Jest Boże Narodzenie 1974 roku, w domu tego samego Jana Wericha. Kundera i 'około pięćdziesięciu osób’, co tajna policja nazywała 'prawicowym frontem intelektualnym’, uczestniczy w przedstawieniu, którego tematem był tak zwany praski folklor. Pojęcie 'folklor’ jest czymś wywrotowym w oczach komunistycznych przywódców. Wokół domu Wericha rozstawiono agentów, którzy robili zdjęcia. W sumie pięć osób stale inwigilowało Milana Kunderę”.

Historia tych zdjęć nagle przypomniała mi, jak trudno było uzyskać jakąkolwiek fotografię Milana, kiedy „Le Monde” powierzył mi niepublikowane wcześniej teksty i chciałam dołączyć do nich jego portret. Gwałtownie się temu sprzeciwił. „Nienawidzę zdjęć”, powiedział. Rozumiałabym jeszcze decyzję o nieudzielaniu wywiadów. Ale zdjęcia…? Obawiał się bycia szpiegowanym, co z czasem przerodziło się w bardziej ogólny niepokój na myśl o tym, że jest po prostu widziany. Nienawidził robionych ukradkiem zdjęć, które przypominały mu czasy dyktatury, a gdy mój mąż pewnego dnia zamierzał dyskretnie zrobić zdjęcie telefonem w restauracji przy rue Récamier, Kundera nic nie powiedział, ale widziałam, że ten pomysł zdecydowanie mu się nie podoba.

W latach sześćdziesiątych Vera również była śledzona przez StB. Nadano jej pseudonim Elitar-2. Dziennikarka, postać znana z mediów, osoba wpływowa w dziedzinie kultury, jak mogłoby być inaczej? Czy jako żona Elitar-1, czy nie – prawdopodobnie i tak znalazłaby miejsce w policyjnej kartotece wśród potencjalnych wrogów ludu. Zwłaszcza że odkąd została zwolniona z pracy w telewizji, potajemnie udzielała lekcji angielskiego uczniom szkół średnich i studentom.

„W jej domu i bez pozwolenia udzielanie lekcji było całkowicie zabronione”, komentuje Vaňous. „Nie można być niezarejestrowanym przedsiębiorcą i zarabiać w ten sposób pieniądze. Ale jest jeszcze coś znacznie gorszego”. Pokazuje mi dokument, z którego wynika, że Vera – podobnie jak jej mąż – utrzymuje kontakty z zagranicą. W szczególności z ambasadą francuską i niejaką Claudine Canetti, szefową czechosłowackiego biura agencji prasowej AFP. „Raport wyjaśnia, że przekazała Canetti jakieś dokumenty. Oczywiście StB chciało się upewnić. Czy te rękopisy trafiły za żelazną kurtynę? Czy były to dokumenty związane z bezpieczeństwem narodowym? Czy należy wszcząć dochodzenie w sprawie podejrzenia o szpiegostwo? Verze również groziło więzienie”.

W Paryżu Vera wielokrotnie mi opowiadała, że w tamtym czasie rzeczywiście udzielała lekcji angielskiego w domu, aby związać koniec z końcem.

– Byłam pewna, że oni wiedzą – powiedziała, wzruszając ramionami. – Pewna i świadoma. Dlaczego mi nie przeszkodzili? Dlaczego nigdy nic mi nie powiedzieli? Tajemnica!

– A rękopisy?

– Ha! Rękopisy to całkiem inna historia.
(…)

Dodaj artykuł do:
(dodano 08.01.26 autor: blackrose)
Dział literatura
Tagi: fragment, Florence Noiville, Milan Kundera: Pisać, cóż za dziwny pomysł!
KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz musisz się zalogować
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
POLECAMY

NEWSLETTER

Pomóż nam rozwijać IRKĘ i zaprenumeruj nieinwazyjny (wysyłany raz w miesiącu) i bezpłatny e-magazyn.


Jeśli chcesz otrzymywać newsletter, zarejestruj się w IRCE i zaznacz opcję "Chcę otrzymywać newsletter" lub wyślij maila o temacie "NEWSLETTER" na adres: irka(at)irka.com.pl

UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Robbie Williams
2
Karnivool
3
Megadeth
4
Robert Plant
5
Dropkick Murphys
6
Orbit Culture
7
Bioscope
8
Bob Dylan
9
Balu Brigada
10
Eunike Tanzil
1
Chloe Zhao
2
Ivona Juka
3
Christophe Gans
4
Margherita Ferri
5
Michel Franco
6
Paul Feig
7
Eva Libertad
8
Wojciech Smarzowski
9
Agnieszka Holland
10
Sebastian Juszczyk
1
Jacek Mikołajczyk
2
Natalia Korczakowska
3
Ewa Platt
4
Krzysztof Pastor
5
Krzysztof Garbaczewski
6
Richard Chappell
7
Paweł Miśkiewicz
8
Alina Moś
9
Ewa Platt
10
Ilaria Lanzino
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia