Fragment powieści "Kolor zemsty"
1
Ogniste cienie

Kto chce śmiać się, niech się śmieje,
Jutro pełne niepewności.

Lorenzo de’ Medici

Czarny był świat. W Ombrze zapadła noc. Tylko mury zamku mieniły się czerwono, jakby skryło się za nimi zachodzące słońce. Na blankach między żołnierzami z krwi i kości czuwali strażnicy z ognia. Również w dole między łukami bram i na dziedzińcu, gdzie tłoczyli się żywi, płomienie formowały się w sylwetki kobiet, mężczyzn i dzieci. Od przeszło pięciu lat w Ombrze panował pokój. Jednak tej chłodnej wrześniowej nocy miasto wspominało wszystkich, którzy za ten pokój oddali życie, i jak co roku pewien człowiek kreślił ich postacie z płomieni.

Ognisty Tancerz. Smolipaluch słyszał, jak tłum z wdzięcznością szepcze imię, którym go powszechnie zwano. Jego ogień jednak nie tylko raz do roku przywoływał zmarłych. Nocą rozjaśniał również ulice i ogrzewał je zimą, dawał pociechę i radość, kiedy Smolipaluch się nim bawił, i był jego podziękowaniem za szczęście, którym w ostatnich latach obdarowało go to miasto.

Księżna, która już od dawna strzegła pokoju w Ombrze, stała na balkonie, skąd nieraz przekazywała poddanym zarówno dobre wieści, jak i te złe. Wiolanta nie nosiła już przydomka Brzydka. Teraz nazywano ją Odważną, czasem nawet Dobrotliwą. Na ogół ubierała się na czarno, jednak tej nocy przywdziała białą suknię, bo to biel w Ombrze była kolorem żałoby.

U jej boku jak zwykle stała córka Smolipalucha. Brianna była już niczym skóra zdjęta z matki, chociaż odziedziczyła po Smolipaluchu rude włosy. Uśmiechnęła się do Roksany, kiedy ta wyłoniła się spośród czekającego tłumu i z szacunkiem skłoniła głowę przed Wiolantą.

Długie włosy Roksany pokryły się siwizną; nie nosiła ich już rozpuszczonych, teraz zaplatała je w warkocze, jednak w oczach Smolipalucha z biegiem lat stały się one tylko piękniejsze. Kiedy zaczęła śpiewać, zapadła cisza – taka sama, jak wówczas, gdy po raz pierwszy usłyszał jej głos, na innym zamku, w obecności książąt i zamożnych kupców, którzy byli pod takim wrażeniem jej śpiewu, że zapominali nawet o jej urodzie.

Ogień rzucał jej cień na mury, kiedy opiewała tych, których Ombra utraciła. Jej głos wypełniał dziedziniec tęsknotą za nimi, wspomnieniami o ich śmiechu i płaczu, i na jedną noc – podobnie jak ogień Smolipalucha – przywracał im życie.

Utraceni i odnalezieni…

Smolipaluch powiódł wzrokiem po zebranych.

Tyle twarzy. Tyle historii.

Nie wszystkie były splecione z jego historią, ale część z nich na zawsze zmieniła bieg jego życia. Fenoglio, którego słowa przyniosły mu tyle cierpienia, stał w tłumie ze szklanym ludzikiem na ramieniu, trzymając za rękę Dantego, synka Resy i Mortimera, który liczył już sobie tyle lat co panujący w Ombrze pokój. Resa pochwyciła spojrzenie Smolipalucha i uśmiechnęła się do niego. Dzielili te same wspomnienia, mroczniejsze niż rozpościerające się nad nimi niebo. Ich historie często się przecinały, w tym świecie i w innym. Mortimer znów był introligatorem, nikt jednak nie zapomniał pieśni, które o nim śpiewano, kiedy nosił maskę Sójki i poświęcił własną wolność w zamian na życie tutejszych dzieci.

Mortimer spojrzał na Smolipalucha, jakby słyszał jego myśli. „Czarodziejski Język”. Głos Mortimera miał inną moc niż głos Roksany, ale na szczęście dawno już nie robił z niego użytku. Naturalnie o tym, że podobnie jak Fenoglio pochodził z innego świata, nikt w Ombrze nie wiedział.

Nie. Tej nocy Smolipaluch nie chciał o tym wspominać: o tych wszystkich latach spędzonych w nie swoim świecie, o tej trawiącej tęsknocie…

„Jesteś tu, Smolipaluchu – przypomniał sobie, ponownie przeskakując wzrokiem z Roksany na Briannę. – Masz to, czego pragnąłeś. Żonę, córkę i świat, który tak kochasz”.

Dlaczego więc czuł niepokój ducha, który nawiedzał go jeszcze za młodu?

„Znowu cię nosi, jak dawniej, prawda?” – nie dalej jak wczoraj spytała go półżartem Roksana.

„Przepędź go śpiewem, Roksano! – pomyślał Smolipaluch. – Wypędź śpiewem to osobliwe rozedrganie w moim głupim sercu”.

Jej głos wypełnił pogrążony w mroku dziedziniec bólem po stracie ukochanych, ale też przekonaniem, że ta miłość była go warta. Meggie, córka Mortimera, na pewno teraz w to wierzyła. Ta mała dziewczynka, która dawniej patrzyła na Smolipalucha z taką wrogością, wyrosła na młodą kobietę, z kolei Doria, któremu oddała swe serce, był ulubieńcem całej Ombry. I nic dziwnego. Bo jak można nie kochać młodzieńca, który zmajstrował sobie skrzydła z drewna i lin i sfrunął z miejskich murów? Meggie pocałowała go czule, kiedy przebrzmiał głos Roksany, a postacie z płomieni, wyczarowane przez Smolipalucha, zamieniły się w ognisty pyłek, który wiatr uniósł ku ciemnemu niebu.

– Głos Roksany z roku na rok staje się coraz piękniejszy, ale twój ogień też był niczego sobie. – Na ramieniu Smolipalucha spoczęła ciepła dłoń.

Peleryna, którą miał na sobie Czarny Książę, miała tak głęboki odcień błękitu, że Smolipaluchowi natychmiast przyszła na myśl morska toń czy też ciemne letnie niebo. Nyame uwielbiał ten kolor. Błękit i złoto od zawsze były jego barwami – na długo zanim zaczęto nazywać go Czarnym Księciem.

Wiolanta po raz ostatni pomachała do tłumu, po czym zniknęła w swoich komnatach, a dziedziniec powoli zaczął pustoszeć. Bez ognia noc była naprawdę zimna.

– Gdzie twoja kuna? Czyżby twój osiadły tryb życia nudził Gwina?

Nyame posłał Smolipaluchowi wymowny uśmiech. Przyjaźnili się już wystarczająco długo, by wiedział, jak bardzo ta kuna uosabia jego niespokojnego ducha. Dla Czarnego Księcia ostatnie lata nie były zbyt spokojne. Zawsze znalazł się jakiś władca, który źle traktował swoich poddanych, a ilekroć Nyame pozwalał sobie na kilka dni odpoczynku w obozie wagantów, wkrótce zjawiała się delegacja zrozpaczonych chłopów błagających o pomoc.

– O, tam! Ślepy jesteś? Z tyłu, przy bramie! – Noc przeszył piskliwy głosik szklanego ludzika Fenoglia. Kryształek od wielu lat ostrzył pióra Atramentowemu Tkaczowi, a teraz mało nie spadł mu z ramienia – z takim przejęciem wskazywał swoim różowawym palcem tam, gdzie nieprzerwany potok ludzi ciągnął obok straży do domów.

– Nonsens! – ofuknął go Fenoglio. – To był jakiś inny szklany ludzik, uspokój się. Jeśli będziesz się tak ekscytował z byle powodu, któregoś dnia roztrzaskasz się w drobny mak.

– Z byle powodu? – pisnął cienko Kryształek. – Błyszczek to łotr! Zapomniałeś, komu służył? Orfeuszowi!

Smolipaluch miał wrażenie, jakby serce ścięło mu się lodem.

Orfeusz.

Nie. On nie żył albo był bardzo, bardzo daleko.

– Dość tego! – wrzasnął poirytowany Fenoglio. – Czy był z nim Orfeusz? Nie. No i proszę!

– Co z tego?! – wydarł się Kryształek. – To nic nie znaczy. A ten typ, któremu siedział na ramieniu, bynajmniej nie wyglądał na godnego zaufania!

– Powiedziałem: dość tego! – uniósł się ponownie Fenoglio. – Zmarzłem na kość, a Minerwa z pewnością odgrzała już tę smaczną zupę, której nagotowała rano.

Z tymi słowami zniknął w tłumie, który wylewał się przez bramę. Smolipaluch nie ruszył się jednak z miejsca; stał dalej, wypatrując w morzu ludzi ramienia, na którym siedział szklany człowieczek o szarych kończynach. Och, jak boleśnie waliło mu serce. Biło szybko, przepełnione dawnym strachem, który na powrót wzbudziło w nim pewne imię.

Orfeusz.

A jeśli Kryształek miał rację? Co, jeśli w Ombrze był nie tylko szklany ludzik Orfeusza, ale i Orfeusz we własnej osobie? Czyżby już klecił w jakiejś izdebce słowa, które znów miały odebrać Smolipaluchowi wszystko, co go uszczęśliwia?

– Ejże! – Nyame zarzucił mu rękę na ramię. – Głowa do góry! Nawet jeśli to naprawdę był szklany ludzik Orfeusza, to słyszałeś, co powiedział Kryształek. On ma już dawno innego pana! Naprawdę sądzisz, że przez te wszystkie lata Orfeusz nie dałby o sobie znać, gdyby jeszcze żył?

Czarny Książę rzeczywiście sprawiał wrażenie, jakby w ogóle się tym nie przejmował.

W Smolipaluchu ożyły jednak wspomnienia, czy tego chciał, czy nie. Twarz tak czerwona jak u zawstydzonego chłystka, bladoniebieskie oczy ukryte za szkłami okularów, przebiegłe pomimo pozorów niewinności. I wreszcie ten głos – tak piękny i dźwięczny – który z powrotem przeniósł go tutaj z tamtego innego świata.

„Stanąłeś po stronie introligatora, Ognisty Tancerzu. To było okrutne”.

Straże Wiolanty zaryglowały za nimi bramę, a ci, którzy tu przyszli, żeby oddać cześć zmarłym, zniknęli w plątaninie miejskich uliczek. Czy ktoś z nich niósł na ramieniu szklanego ludzika, który mógł odpowiedzieć Smolipaluchowi na pytanie, czy jego niegdysiejszy pan żyje?

„Idź, Smolipaluchu, idź i go poszukaj!” – przykazał sobie w duchu.

Roksana dołączyła do pozostałych wagantek. Mieli się jeszcze wszyscy spotkać w obozie nad rzeką. Ale Smolipaluchowi wciąż pobrzmiewał w głowie tamten aksamitny głos, który po raz pierwszy usłyszał w innym świecie: „Mój czarny pies pilnuje twojej córki. Ale na razie zabroniłem mu nasycenia głodu jej pięknym ciałem i duszą…”.

Koszmary przeszłości były znacznie potężniejsze niż ogniste cienie, które przywołał tej nocy.

– Nardo! Idziesz? – Nyame odwrócił się i spojrzał pytająco na Smolipalucha. W młodości obaj uważali, że fakt, iż ich imiona zaczynają się na tę samą literę, to jawny dowód na to, że o ich przyjaźni przesądził los. Dlaczego nigdy nie wyjawił mu prawdy? Ani jemu, ani Roksanie? Prawdy o książce i o innym świecie, o tych okropnych latach, które tam spędził, i o człowieku, którego głos odesłał go z powrotem do domu? Czy życie nie nauczyło go jeszcze, że tajemnice czynią ludzi samotnymi?

„Nie rozumiesz! – chciał krzyknąć do Czarnego Księcia. – Istnieje książka, która o nas opowiada. Tylko dlatego Orfeusz przybył do tego świata”.

Smolipaluch nie pisnął jednak nawet słowem. Milczał, tak samo jak przez te wszystkie lata, odkąd wrócił. Szklany pomocnik Fenoglia musiał się mylić. Orfeusz nie żył. Albo wrócił do swojego świata, w którym Ognisty Tancerz i Czarny Książę są tylko bohaterami fikcyjnej historii.
(…)

Dodaj artykuł do:
(dodano 14.01.26 autor: blackrose)
Dział literatura
Tagi: Cornelia Funke, Kolor zemsty
KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz musisz się zalogować
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
POLECAMY

NEWSLETTER

Pomóż nam rozwijać IRKĘ i zaprenumeruj nieinwazyjny (wysyłany raz w miesiącu) i bezpłatny e-magazyn.


Jeśli chcesz otrzymywać newsletter, zarejestruj się w IRCE i zaznacz opcję "Chcę otrzymywać newsletter" lub wyślij maila o temacie "NEWSLETTER" na adres: irka(at)irka.com.pl

UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Robbie Williams
2
Karnivool
3
Megadeth
4
Robert Plant
5
Dropkick Murphys
6
Orbit Culture
7
Bioscope
8
Bob Dylan
9
Balu Brigada
10
Eunike Tanzil
1
Chloe Zhao
2
Ivona Juka
3
Christophe Gans
4
Margherita Ferri
5
Michel Franco
6
Paul Feig
7
Eva Libertad
8
Wojciech Smarzowski
9
Agnieszka Holland
10
Sebastian Juszczyk
1
Jacek Mikołajczyk
2
Natalia Korczakowska
3
Ewa Platt
4
Krzysztof Pastor
5
Krzysztof Garbaczewski
6
Richard Chappell
7
Paweł Miśkiewicz
8
Alina Moś
9
Ewa Platt
10
Ilaria Lanzino
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia