Fragment książki "Trzy zagadki dla Organizacji"

7

Zebranie rozpoczęło się o umówionej godzinie w uroczystej atmosferze licującej z powagą sytuacji. Szef miał przed sobą kilka kartek satynowego i szarawego papieru. Były to wiadomości i raporty odebrane faksem. W odróżnieniu od komórek i internetu faks jest całkowicie bezpieczny, ponieważ hakerami są ludzie młodzi, którzy nawet nie wiedzą, że coś takiego istnieje. W pełnej napięcia i lekko sennej ciszy szef sformułował osąd sprawy następująco:

– Panie i panowie, zebrałem was tu o tak wczesnej porze, ponieważ doszło do poważnych zdarzeń, które bezpośrednio nas dotyczą.

Zrobił przerwę, żeby się upewnić, czy nikt z obecnych nie śpi, po czym podjął:

– Zanim jednak przejdę do rzeczonych kwestii, zgodnie z porządkiem dnia zajmiemy się jeszcze sprawą przedłożoną przez członka naszej Organizacji, który to wnioskuje o zmianę swojego aktualnego pseudonimu brzmiącego Małafaja na nowy, brzmiący Manolete, jak ten słynny torreador. Ponieważ procedura została dopełniona i mamy obecnie kworum, pozostaje nam tylko przejść do głosowania. Ci, co są za, niech podniosą rękę.

Wszyscy zebrani podnieśli ręce, prócz nowego, który, niezorientowany w procedurze, roztropnie wstrzymał się od głosu. Szef odezwał się ponownie:

– Po przeprowadzeniu głosowania i przeliczeniu głosów stwierdzam jeden wstrzymujący się. Jako że zmiana pseudonimu wymaga jednomyślności, wniosek zostaje oddalony. Jeśli zainteresowany ma takie życzenie, może wystąpić o zmianę ponownie po upływie dwunastu miesięcy od dnia dzisiejszego. Bardzo proszę – zwrócił się do recepcjonistki, pełniącej także funkcję sekretarki – o zapisanie tego w protokole, który po zakończeniu zebrania ma zostać spalony.

Gdy gwar ucichł, szef wrócił do głównego wątku:

– Tak jak nasza koleżanka pani Grassiela wczoraj przewidziała, po rozmowie z załogą jachtu, którego właściciel uznawany jest za zaginionego, rzeczony jacht uległ eksplozji, w wyniku czego na burcie, poniżej linii zanurzenia, powstała spora dziura. W rezultacie tego zajścia jednostka zaczęła tonąć. Była przywiązana do pachołka, ale lina zerwała się pod ciężarem jachtu. W chwili obecnej jednostka spoczywa na dnie w porcie. Warto zaznaczyć, że nie widziano nikogo, kto by wchodził na pokład albo kręcił się w pobliżu. Tak czy inaczej, jako że jacht nie miał spuszczonego trapu, jeśli miałby to być akt sabotażu, to sprawcą musiałby być nurek. Istnieją jeszcze inne hipotezy. Postaram się jakąś sformułować, chyba że ktoś ma inny pomysł, względnie może dodać coś istotnego dla sprawy.

Przetoczył spojrzeniem po zebranych i w obliczu powszechnego milczenia kontynuował sam:

– Hipoteza numer jeden. Sprawcą wypadku jest właściciel jachtu. Najpierw dał wolne załodze, żeby uniknąć ofiar w ludziach, a potem sam wyparował bez śladu, podłożywszy w strategicznym miejscu ładunek z opóźnionym zapłonem. Możliwa motywacja: wypłata ubezpieczenia. To pod warunkiem, że przyjmujemy standardowe okoliczności. Jeśli wysadził swój jacht, bo ma nierówno pod sufitem, to już inna para kaloszy. Ta sama hipoteza, ale z innym motywem: ukryć coś, co znajdowało się na pokładzie, na przykład narkotyki, broń, trupa, może nawet własnego. Ta wersja wydaje się mniej prawdopodobna, jako że jednostka została przeszukana przez Gwardię Obywatelską, kiedy wyszło na jaw zaginięcie właściciela. Hipoteza numer dwa. Zamach został przeprowadzony przez osoby trzecie, być może te same, które ponoszą odpowiedzialność za zaginięcie właściciela. Z innej strony rozważamy hipotezę, niemającą nic wspólnego z tymi związanymi z zato­nięciem jachtu, w myśl której zaginięcie właściciela i odkrycie ­denata w Hotelu Dziki Indianin pozostają w ścisłym związku. Intuicja podpowiada mi, że właściciel jachtu i wisielec z hotelu to ta sama osoba. Wygląda na to, że nieboszczyk bywał w rzeczonym hotelu, by regularnie korzystać z usług różnych pań. Wszyscy sądzą, że gdyby człowiek ów miał ochotę na coś takiego, korzystałby ze swojego jachtu, a nie z jakiegoś zapchlonego hoteliszcza. My jednak wychodzimy z założenia, że istniała jakaś poważna przyczyna takiego zachowania. Członkowie załogi najwyraźniej nie mają pojęcia o tym, co ich pryncypał porabiał na lądzie.

W tym momencie nowy podniósł rękę. Szef udzielił mu głosu i mężczyzna wstał.

– Jedno pytanie, szefie – odezwał się. – Wiemy, czy policja zidentyfikowała ciało z hotelu?

– Nie mam bladego pojęcia – odparł szef. – Jeśli coś ustalili, nie zostało to upublicznione. Tak czy inaczej, nawet jeśli określili tożsamość denata z hotelu, niczego nie powiedzieli Gwardii Obywatelskiej, która zajmuje się sprawą zaginionego żeglarza. Nie mają żadnych tropów sugerujących, że sprawy się ze sobą łączą, więc nie przekazują sobie danych operacyjnych.

– W takim razie – ciągnął nowy – może pokażmy ludziom z załogi zdjęcie zmarłego z hotelu. Jeśli to on, z miejsca go rozpoznają.

– Bez dwóch zdań – przyznał szef – tyle że nie mamy takiego zdjęcia.

– Mogę spróbować je skombinować – zaproponował nowy – jeśli da mi pan zgodę na ponowną wizytę w Dzikim Indianinie.

– Bardzo proszę – odparł szef, przemyślawszy tę propozycję. – Ale niech idzie z panem Chema, tak jak wczoraj. Jest pan jeszcze początkujący. Nie mówię, że robi pan coś źle. Tyle tylko, że łatwo popełnić błąd z braku doświadczenia. Jak już pan zdobędzie fotografię, proszę ją jak najszybciej, acz z zachowaniem całkowitej dyskrecji, przekazać pani Grassieli, by mogła pokazać ją załodze.

Nowy przytaknął, ponownie usiadł, a szef mówił dalej:

– Dopóki nie dysponujemy dodatkowymi informacjami, zostawimy tę sprawę w zawieszeniu. Tymczasem wysłuchamy raportu naszego towarzysza Rwijbitki na temat zagadkowej stabilności cen produktów Przetworów Fernández.

Podniósł się ów starszy oberwaniec, którego nowy kojarzył z poprzedniego zebrania. Przemawiał monotonnym głosem, jak spiker w dawnym radiu, a jego wyłupiaste oczy wędrowały to tu, to tam, jakby śledził lot uporczywej muchy.

– Zgodnie z wytycznymi kierownictwa – odezwał się – wczoraj, z budki telefonicznej, aby nie ryzy­kować namierzenia rozmowy, skontaktowałem się z firmą Przetwory Fernández, korzystając z namiarów podanych na etykietce jednej puszki. Można tam znaleźć wyłącznie adres pocztowy, ale z pomocą serwisu informacyjnego kompanii telefonicznej uzyskałem także numer telefonu. Pod wskazanym numerem powiedziano mi, że to jest wyłącznie dział dystrybucji. Zapytałem o dział prawny firmy; podali mi inny numer, zadzwoniłem i najpierw podałem się za prokuratora, a potem za notariusza, po czym zapytałem, czy faktycznie, jak słyszałem, firma ogłosiła brak płynności finansowej. Osoba, z którą rozmawiałem, gwałtownie zaprzeczyła i, bardzo zaniepokojona, wypytywała, skąd pochodzi ta plotka. Odpowiedziałem, że według moich informacji sprzedaż w ostatnim roku podatkowym spadła w alarmującym tempie. Osoba po drugiej stronie ponownie stanowczo zaprzeczyła. Sprzedaż na rynku wewnętrznym utrzymuje się na stałym poziomie mimo ostrej konkurencji ze strony innych marek, zarazem jednak znacząco wzrósł eksport, przede wszystkim do Sudanu. Na szanującym się weselu w Sudanie nie może braknąć puszek z sercówkami firmy Fernández, dodał ów ktoś. To samo dzieje się w stanie Uttar Pradesz z pysznymi filetami z sardeli, mimo że owa prowincja zalicza się do najuboższych w Indiach. Moim zdaniem ten ktoś po prostu zmyślał. Na koniec rozmowy rzeczona osoba zasugerowała, żebym rzucił okiem na raport roczny firmy, gdzie mogę znaleźć wiarygodne informacje potwierdzające to, co właśnie usłyszałem o dobrej kondycji przedsiębiorstwa, w którym osoba owa ma zaszczyt pracować. Ponieważ usłyszałem to, czego potrzebowałem, podziękowałem i się rozłączyłem.

Zakończywszy relację, Rwijbitka pozostał w pozycji stojącej, na wypadek gdyby szef albo ktoś inny z obecnych chciał zadać mu jakieś pytanie albo wygłosić komentarz. Szef pogratulował znakomitej realizacji zadania, wezwał wszystkich do równie wytężonej pracy i ogłosił koniec posiedzenia. Kiedy kierowali się ku drzwiom, szef podszedł do nowego i zaprosił go do swojego gabinetu. Tam kazał mu zająć miejsce; powtó­rzył w ten sposób rytuał z dnia poprzedniego. Następnie wskazał na jedną ze ścian pomieszczenia: wisiał na niej wielki obraz w efektownej złoconej ramie. Na płótnie widać było mroczny pejzaż przedstawiający staw bądź małe jeziorko, w którego krystalicznej wodzie odbijała się sylwetka cyprysu. Szef zapytał nowego, czy interesuje się sztuką, na co ów odparł, że nie: jako że nie zdobył wykształcenia, a nade wszystko brak mu wrażliwości, jeśli o niego chodzi, to Muzeum Prado i Luwr mogłyby pójść z dymem, i to równocześnie; jemu jest to obojętne. Nie przejmując się tym komentarzem, szef wyjaśnił, że krajobraz uwieczniony na płótnie emanuje spokojem i wprowadza kontemplujące go osoby w stan przelotnej błogości. Obraz ten był prezentem od głowy pewnego państwa w podzięce za usługi, które Organizacja wyświadczyła temu krajowi, dzięki czemu udało się uniknąć poważnego kryzysu, rewolucji, a może nawet wymazania z mapy. Dzieło to namalował lokalny artysta, który dopasował jego rozmiar do tego konkretnego pomieszczenia, i tu także doszło do uroczystego aktu przekazania malowidła w obecności darczyńcy, przy akompaniamencie hymnów narodowych obu państw, odtwarzanych z magnetofonu.

Zakończywszy tę opowieść, która wyraźnie wzruszyła szefa, ów przeszedł do zasadniczego tematu spotkania.

– Mówił mi Chema, że bardzo zręcznie radził pan sobie w hotelu i że jest pan miłym i pomocnym towarzyszem. Cieszy mnie to. Mam nadzieję, że i pan czuje się wśród nas dobrze. Integracja to bardzo ważna rzecz w takiej organizacji jak nasza. Jeśli w jakimś momencie dojdzie do tarć z jakimś innym agentem, płci męskiej czy tej drugiej, uprzejmie proszę, by od razu mi pan o tym meldował.

– Proszę być spokojnym – odparł nowy – tak postąpię. Na razie mam wyłącznie powody do zadowolenia.

– Ogromnie się cieszę – rzekł szef. – Pan także zrobił na reszcie dobre wrażenie. Możliwe, że w jakimś momencie zrobią panu jakiś kawał, jak to nowemu. Sugeru­ję znieść to cierpliwie i z humorem.

– Bez obaw – odpowiedział nowy. – Ale skoro już rozmawiamy, chciałbym o coś zapytać. Za pozwoleniem.

– Bardzo proszę – zachęcił go szef. – Proszę mówić z całkowitą szczerością.

– Jeśli ostatecznie okaże się, że sprawy, które badamy, nie są w żaden sposób powiązane, to co się stanie? – zapytał nowy.

– Och, nic, absolutnie nic – odparł wesoło szef. – Każda sprawa zostanie rozwiązana przez odpowiednie organy, ze skutecznością właściwą krajowym służbom. Nasza praca ma charakter czysto uzupełniający, tak jak wspominałem pierwszego dnia.

Nowy wstał i skierował się ku drzwiom. Kiedy był już przy nich, szef dodał:

– Zanim uda się pan do swoich zadań, proszę zajrzeć do kolegi z pokoju numer trzy i poprosić go, żeby pokazał panu nasz tajny kod, którego używamy do komunikacji. Nie wiem, czy pan wie, jak działa nasz system.

– Tak, proszę pana – odparł nowy. – Żadnych telefonów komórkowych: tylko faks i nocna audycja radiowa.

– Doskonale – przytaknął szef. – Kolega wyjaśni panu całą resztę.
(…)

Dodaj artykuł do:
(dodano 20.08.2026, autor: blackrose)
Dział literatura
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Europe
2
Bring Me The Horizon
3
Kasabian
4
The Rolling Stones
5
Evanescence
6
Orliński Jakub Józef, Il Pomo d'Oro
7
Tarja
8
Suki Waterhouse
9
Sienna Spiro
10
The Pretty Reckless
1
Beth de Araújo
2
Ridley Scott
3
Hafsii Herzi
4
Christopher Nolan
5
Yann Gozlan
6
Kei Ishikawa
7
Richard Linklater
8
David Robert Mitchell
9
Maciej Cuske
10
Gabriele Muccino
1
Norbert Bajan
2
Jacek Mikołajczyk
3
Natalia Korczakowska
4
Ewa Platt
5
Krzysztof Garbaczewski
6
Krzysztof Pastor
7
Richard Chappell
8
Paweł Miśkiewicz
9
Alina Moś
10
Ewa Platt
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia